IMG_1824

zimowe Wilno

Wilno jako stare Polskie miasto było na mojej mapie podróży od dawna. Skoro „Lwów i Wilno pamiętamy… ” musieliśmy odwiedzić to miasto po drodze do Laponii. Jak się okazało bardzo dużo ludzi tutaj mówi po Polsku. Jednakże Polacy i język Polski jest tutaj dyskryminowany. Władzę Litewskie starają się zmniejszyć znaczenie Polaków na Litwie. Podobnie z resztą sytuacja jest we Lwowie. We Lwowie przewodnicy turystyczni opowiadają historię zabytków architektury – jakby to były ich budowle, np „Najstarsza Ukraińska poczta – powstała w 1629r” na dowód link z oficjalnej strony Lwowa.  Halo czy na początku siedemnastego wieku ktoś słyszał o Ukrainie ? Retoryka młodych narodów jest bardzo agresywna i dynamiczna. Niestety państwo Polskie, a raczej rządzące nim dupki nie chcą stanąć w obronie swoich obywateli żyjących poza granicami Polski – zwłaszcza wschodnimi. Nie będę pisał o dyskryminacji Polskich szkół na Litwie bo nie ma mnie tam na stałe i nie jestem z tematem na bieżąco. Chcę napisać o Muzeum Ofiar Ludobójstwa potocznie zwanego Muzeum KGB. Na murach tego budynku wyryte są nazwiska osób które poświęciły życie w walce/(kolaboracji) z Gestapo, KGB czy NKWD. Dziwną sprawą jest, że wszystkie te nazwiska są Litewskie. Nie ma tam ani jednego nazwiska w języku Polskim. Gdy zacząłem rozpytywać o to jak w Polskim mieście nie doszło do morderstw na obywatelach Polskich. Dowiedziałem się, że albo dochodziło do takich morderstw i nie było miejsca na ścianie dla Polaków, albo że Polacy są wyryci na ścianie ale w języku Litewskim. Prawdy chyba nie udało mi się utrafić. Jeżeli ktoś jest zainteresowany bardziej tematem polecam wyjazd do Wilna. Jeżeli ktoś zna na to odpowiedź proszę o wiadomość. Dziwna sprawa, że Gestapowcy czy KGB mordowała Litwinów w Polskim mieście … .

 

Wróćmy do współczesności. Wilno odwiedzaliśmy w połowie stycznia 2015 roku. Dotarliśmy do miasta akurat gdy zaczynała się śnieżna zawierucha. Dojechaliśmy do obrzeży Wilna nad ranem, przespaliśmy się kilka chwil w samochodzie i wybraliśmy się do Hostelu Do Re Mi. Fajnie i tanie miejsce na nocleg. Do popołudnia odpoczęliśmy w Hostelu i wybraliśmy się na spacer po Wilnie.  Odwiedziliśmy targ na którym udało nam się kupić trochę ziół i swojski miód. W Wilnie byliśmy akurat w pierwszym dniu obowiązywania Euro – sprzedający mieli lekkie zamieszanie z pieniędzmi i z kasowaniem :). Z Targu wróciliśmy rozpadającym się trolejbusem – na gapę :) Mimo, że Wojtek miał sporę obiekcję udało nam się przejechać spory odcinek nie spotykając kanarów.

 

Wróciliśmy do Hostelu zabrać dziewczyny które już odświeżone i wymalowane czekały na nas. Wybraliśmy się obejrzeć Ostrą Bramę i złożyć przed Matką Boską różaniec który został nam powierzony właśnie w celu złożenia u stóp ołtarza. Po tych uduchowionych chwilach udaliśmy się na spacer prospektem Giedymina – najdłuższą i największą ulicą handlową w Wilnie. Sklepy jak wszędzie indziej, same sieciówki MC i pełna globalizacja. Wielkim hitem był sklep Tiger – wyposażenia wnętrz i inne pierdoły. Po męczących zakupach postanowiliśmy znaleźć jakieś lokalne jedzenie. Słyszeliśmy o tym, że musimy na Litwie zjeść Cepeliny (Ziemniaczane kluski z mięsem w kształcie latających cygar). Polecono nam Restauracje Berneliu Uzeiga i rzeczywiście w karcie były same lokalne dania. Jednak restauracja ta była typowo turystycznym miejscem. Knajpa mieszcząca się w nowoczesnym budynku, sztucznie wykończona drewnem i kelnerki latające w strojach ludowych to lekka przesada. Zamówiliśmy kilka lokalnych przysmaków, zjedliśmy, jednak nie zachwyciły nas. Były za tłuste i czuć było, że wyszły z „masowej” kuchni.

Następnego dnia znaleźliśmy bar na przeciwko targowiska, nawet nie miał nazwy. Udało nam się zamówić tam te same potrawy. Były trzy razy smaczniejsze, dwa razy tańsze i czuło się tutaj swojski klimat. Ponadto Justyna odnalazła tutaj smak klusek robionych przez jej dziadka :)

 

Dziwi mnie, że większość ludzi zapytanych o lokalną kuchnie kieruje nas do miejsc typu Berneliu. Gdzie to wszystko jest sztuczne i napompowane. Nie chcą polecić miejsca gdzie sami jedzą. Może to chodzi o to, aby pochwalić się czymś „fajnym”. My zawsze szukamy miejsc gdzie jedzą lokalesi. Prawdziwych smaków danego miejsca ,a nie tych wystawionych na pokaz. Zwłaszcza w Europie wschodniej i na Bałkanach ciężko jest dowiedzieć się od tubylców gdzie znaleźć takie miejsce. Zawsze wysyłają nas do miejsca najbardziej spektakularnego. Np. We Lwowie pytając znajomą Ukrainę o „lokalną spelunę” trafiliśmy do kolejnej knajpki z lokalnymi strojami i pięknym Galickim wnętrzem. Może źle formułujemy pytania ?

 

Podsumuwując Wilno trzeba odwiedzić – chociaż raz :)

 

M

 

P.S Wyjeżdżając z Wilna zjebało nam się auto. Przez popsuty czujnik ABS nie działał w aucie ABS, wspomaganie kierownicy i kontrola trakcji. W Salonie w Wilnie dowiedziliśmy się, że na zepsutą część trzeba czekać tydzień wyruszyliśmy w dalszą drogę. Mocno zesrani bo przed nami 5000 km przez śniegi Laponii. Teraz mogę Wam zdradzić :) – wróciliśmy cali i zdrowi ale wtedy było to poddawane pod wątpliwość.

P.S 2 Nigdy nie pijcie wody Vytotaus – Lepiej wypić wodę z solą do płukania gardła :)

 

IMG_1819

IMG_1824

IMG_1853

IMG_1860

IMG_1865

IMG_1881

IMG_1885

IMG_1896

IMG_1897

IMG_1901

IMG_1903

IMG_1904

IMG_1906

IMG_1916

IMG_1920

IMG_1929

IMG_1930

IMG_1935

IMG_1947

IMG_1957

IMG_1958

IMG_1963

IMG_1969

IMG_1970

IMG_1991

IMG_1993

IMG_1995

IMG_2004

IMG_2016

IMG_2017

IMG_2018

IMG_2019

IMG_2032

IMG_2037

IMG_2051

 

 

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>