IMG_2747

Bergen – deszczowe miasto

Bergen nazywane jest bramą do fiordów. Bo praktycznie tutaj zaczynają się Norweskie fiordy. W tym mieście deszcz pada 256 dni w roku. Odwiedziliśmy Bergen w przeciągu tygodnia dwa razy z czego jeden dzień udało nam się trafić w miarę słoneczny. Resztę czasu spędziliśmy na fiordach kilkadziesiąt kilometrów na północ i tam aura nie wiele się różniła. Padało praktycznie cały czas, no może z krótkimi przerwami na słońce, którym cieszyliśmy się jak małe dzieci.

W Bergen mieści się targ rybny przy porcie i można tam spróbować świeżych ryb oraz owoców morza. Ceny są jednak bardzo wysokie. Skusiliśmy się aby spróbować lokalnego przysmaku – zgniłego śledzia. Mi on smakował, ale dziewczyny nie posmakowały tego typu ryby. Była ona bardzo aromatyczna i o wiele lepsza niż moje wyobrażenia o niej. Gdybym mógł ją zjeść w akompaniamencie dobrego chleba byłbym zadowolony. Spróbowaliśmy również smażone placuszki rybne. Coś o konsystencji racucha z tym, że o smaku ryby ,a bardziej kraba. Smaczne ale nic szczególnego. Podczas naszego drugiego pobytu Bergen rzucił mi się w oczy gość który robił burgery podobno z mięsem z renifera i łosia. Cena była bardzo przystępna burger z reniferem – 40 koron, burger z mieszanym mięsem renifer/łoś 80 koron. Bardzo podobało mi się jak facet smażył na wielkiej patelni kotlety, cebule i bułki. Wcale się przy tym nie śpiesząc. Przy pierwszym podejściu dowiedziałem się, że skończyły mu się składniki gość na pełnym luzie robił swoje i nie zważał, że potencjalni klienci mu uciekają. Na powrocie zahaczyliśmy kolejny raz o jego stanowisko przy którym ustawiła się dość spora kolejka. Gość nie zważał na ludzi ustawionych w kolejce i spokojnie smażył na wielkiej patelni trzy kotlety. Gdy wydał już te trzy kotlety przyjmował zamówienie od kolejnej osoby i od początku do końca robił dla niej kanapkę. Zajmowało to dużo czasu, ale zapachy i powolna robota gościa od burgerów napawała mnie optymizmem i chęcią spróbowania go. Bardzo się rozczarowałem gdy okazało się, że mięso smakuje jak usmażona bułka, a renifera czy łosia widziało pewnie na obrazku.

Na targu w Bergen sprzedawane są kiełbasy z lokalnego mięsa, można kupić kiełbasę z Wieloryba, Łosia, Renifera oraz Jelenia. Zawiedziony poprzednią próbą odpuściłem sobie dalsze smakołyki.

Najstarsza część miasta – Bryggen jest zbudowana w całości z drewna. Czuć tam historię tego hanzeatyckiego miasta. Kiedyś całe Bergen wyglądało w ten sposób, jednak drewniana zabudowa nie oparła się pożarom. A na pamiątkę została tylko niewielka dzielnica. Przebywając w niej czujesz, że z każdej strony otaczają cię korniki, dosłownie je słyszysz gdy przyłożysz ucho do ściany.

Bergen jest piękne i jak każde Norweskie miasto horrendalnie drogie. Próbowaliśmy znaleźć nocleg, lecz wszystkie schroniska, hostele były zajęte. Prywatne kwatery o których naczytaliśmy się w internecie mogły przyjąć tylko jedną lub dwie osoby. Nie ma możliwości aby Norweg przyjął do lokalu zaplanowanego na dwie osoby więcej nie mówiąc już o piątce z psem. Celem naszego wyjazdu do Bergen było łapanie ryb w fiordach oraz kilku z nas chciało znaleźć tam pracę. Ani jedno ani drugie nie spełniło naszych oczekiwań. Wymarzyliśmy sobie Rorbu – rybacka chata nad samą wodą z łódką na wyposażeniu. W internecie piszą, że nie ma problemu z wynajęciem takiego lokalu oraz ceny jakie się spotyka w ogłoszeniach też są w miarę do przyjęcia. Jak zwykle nie rezerwując nic wcześniej wybraliśmy się na fiordy na ostatnią chwilę. Decyzję o tym podjęliśmy dzień wcześniej w Oslo. Byliśmy przekonani, że bez większego problemu znajdziemy nasz wymarzony rybacki domek. Jednak rzeczywistość jak zwykle nas zweryfikowała, im bliżej Bergen tym nasza wizja zaczynała się rozmywać. Gwoździem do trumny była wizyta w lokalnej informacji turystycznej. Babka uświadomiła nas, że nie ma możliwości wynająć przez Rorbu, wręczyła nam kilka ulotek i w sumie na tym skończyła się jej pomoc. W sumie to w cale nam nie pomogła. Dowiedzieliśmy się od niej, że pośredniczą oni w wynajmowaniu lokalnych apartamentów ale niestety nie mają dostępnego apartamentu dla nas. Przeszukaliśmy cały internet, przeszliśmy całe Bergen. Czar prysł, uświadomiliśmy sobie, że z rybackiej chatki nici. Zmęczeni kilkunastogodzinną jazdą i koncertem dniem wcześniej postanowiliśmy znaleźć cokolwiek. Niestety trafiliśmy na najwyższy sezon i nigdzie nie było miejsc. Na hotele nie było nas stać, nawet nie pytaliśmy ile będzie kosztował kilkudniowy pobyt w Hotelu, wystarczy ,że dowiedzieliśmy się o cenie noclegu w Hostelu. Cena za jedną osobodobę to 450 NOK. Dla nas o wiele za dużo. Polecono nam szukać na campingach, po kilku telefonach wiedzieliśmy, że tam też jest wszystko zajęte. Odpuściliśmy sobie temat i postanowiliśmy znaleźć jakieś fajne miejsce przy wodzie aby rozłożyć namioty na dziko i spróbować naszych sił w walce z dorszami i łososiami. O tym napiszę w kolejnym wpisie.

Jak się później okazało naszych wymarzonych domków z łódką jest bardzo dużo. Ale aby taki domek wynająć trzeba go zarezerwować ponad rok wcześniej. Bardzo dużo Niemców spędza wakacje nad fiordami i obłożenie jest kolosalne.

 

M

IMG_2725

 

IMG_2727

IMG_2728

IMG_2729

 

IMG_2731

IMG_2735

 

IMG_2737

IMG_2743

 

 

IMG_2747

IMG_2757

IMG_2761

 

IMG_3020

IMG_3027

IMG_3030

IMG_3033

IMG_3036

IMG_3038

IMG_3046

IMG_3048

IMG_3049

IMG_3053

IMG_3060

IMG_3064

IMG_3070

IMG_3074

IMG_3086

IMG_3092

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>